wtorek, 6 stycznia 2009

Wielozadaniowy pojemnik na czosnek ;-)


       Wyszperany na targu staroci za 2 zł pojemnik na czosnek to moje ulubione naczynie. Służyło mi już na wiele sposobów,  z pokrywką lub bez. Można w nim przechowywać najróżniejsze i najdziwniejsze przedmioty. Czasem używam go jako osłonkę na doniczkę, a kiedy indziej jako lampion, bo dziurki rzucają wtedy piękny cień i kształt. Jeśli kiedykolwiek zobaczę taki albo podobny - biorę! 

Seria Tulipanowa



        Najpierw powstała ramka dla babci i dziadka, a dopiero później zlitowałam się nad moją siostrą i córcią Olą. Trzy pokolenia w jednej oprawie. Uwielbiam zdjęcie dziadków i mojej siostry. Te stare zdjęcia ślubne są przepiękne. Takie proste, a zawierają w sobie tyle uroku, tajemnicy i miłości... 

Mój Królewicz.


Czy ja znajdę kiedyś czas, żeby go odnowić? Kupiony za 80 zł od jakiegoś dziadka. Zakochałam się w wysuwanych blatach tuż pod blatem głównym. Już się nie mogę doczekać, kiedy stanie w mojej kuchni, ale raczej będzie trzeba poczekać z jego robotą do wiosny.  A może te mrozy odejdą i się uda szybciej... Trzymajcie kciuki!






Oj, ta legnicka zima, jak już przyjdzie to konkretnie wymaluje krajobraz. 

piątek, 2 stycznia 2009

Góralu...czy ci nie żal...




         Zaraz po rodzicach, to Ją pierwszą ujrzałam. Królowa Beskidu Wysokiego - Babia Góra. Mój prawdziwy dom, choć teraz bardzo daleko i od święta... Ale za to, jak cudnie zaciągnąć się tym powietrzem, które pachnie lasem, słońcem, czystą wodą, borówkami. Jak cudnie wbić oczy w "Królową" i przez godzinę myśleć o niczym. To lepsze od medytacji. Myślenie o niczym to specjalność Zawojan i moja, jak tylko tam jestem. Cały świat staje w miejscu. Tak nagle. Nikt,nigdzie się nie spieszy, bo i po co... Na wszystko jest czas. 

          Całe szczęście moje, że pokochałam mój nowy dom. Mam las, borówki (tutaj jagody), dużo słońca. Z powietrzem problem mały, no i świat nie chce stanąć w miejscu, nawet na moment. Marzę, żeby się tak nie spieszyć wszędzie i ciągle... Obawiam się tylko, że to marzenie nieprędko się spełni, jeśli w ogóle... Ale co tam... Grunt to mieć marzenia ;-)

Małe jest piękne...






     Są maleńkie, ale słodkie. Kupiłam je dwa lata temu za jakieś grosze w sklepie ogrodniczym. Służą mi przez cały rok, są wszędzie, czasem w zadziwiających miejscach, czasem osobno, czasem całym "stadkiem". Najcześciej pilnują mojego ulubionego obrazu, który wyhaftowałam 5 lat temu - "Lilie na wodzie". Kiedy za oknem szaro i buro (choć w najcieplejszym mieście Polski trudno o pochmurny dzień) wystarczy, że popatrzę na ich buźki i minki (każdy ma inną) i od razu robi się jakoś cieplutko i słonecznie w duszy. Moi mali przyjaciele.

Nietłukące się bombki...



Część kolekcji moich bombek. Reszta rozeszła się "na pniu", dosłownie spod igły. A tak pięknie się prezentowały na choince. W zeszłym roku były ozdobą girlandy. No cóż... cieszę się, że chociaż te mi zostały na ten rok. Na kolejne święta trzeba będzie po prostu zrobić więcej i już  ;-)